Forum Forum o serialu LOST: Zagubieni Strona Główna

Forum o serialu LOST: Zagubieni
Forum o najpopularniejszym serialu Lost: Zagubieni
 

4x06 'The Other Woman' - o odcinku

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum o serialu LOST: Zagubieni Strona Główna -> Sezon 4
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
seige
Moderator



Dołączył: 26 Paź 2006
Posty: 1245
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wuthering Heights

PostWysłany: Czw 15:01, 06 Mar 2008    Temat postu: 4x06 'The Other Woman' - o odcinku

4x06 The Other Woman



Scenariusz: Drew Goddard & Christina M. Kim
Reżyseria: Eric Laneuville
Premiera: 6 marca 2008 na ABC
Postać: Juliet Burke

Streszczenie: Juliet odwiedza niemile widziana osoba z przeszłości, która każe kobiecie śledzić Charlotte i Daniela, i za wszelką cenę przeszkodzić im w wykonaniu tajnej misji.

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
seige
Moderator



Dołączył: 26 Paź 2006
Posty: 1245
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wuthering Heights

PostWysłany: Pią 14:32, 07 Mar 2008    Temat postu:

No to jedziem...

Z odcinkiem wiele rzeczy było kurczę mocno nie w porządku. Momentami tak bardzo nie w porządku, że zastanawiałam się nad normalnością stanu swego umysłu A oto i winowajcy:

1. Juliet, Juliet i jeszcze raz Juliet *headdesk* To chyba jakaś czarodziejska magia Elizabeth Mitchell sprawiła, że pod koniec epka zaczynałam poważnie rozważać urlopowe (gdy Jate nie ma w zasięgu wzroku znaczy) shippowanie Jacket Srsly... Jej Juliet w tym epku była genialna. NIE DZIAŁAŁA MI NA NERWY! Czy Wy wiecie jak epokowe jest to wydarzenie?! Wszystkie sceny, czy to w FB, czy na wyspie, były idealnie wyważone. Tak idealnie, że po 45 minutach nie wiedziałam sama, czy bardziej się nad Juliet lituję, czy też bardziej ją podziwiam. Poza tym złapałam się na tym, że przestaję ją w myślach tytułować per "Juju" i, że uwielbiam jej interakcje z Benem. Są dla mnie niczym Hannibal Lecter i Clarice Starling: chore uczucia, chore relacje, czyli to co kopnięte tygryski lubią najbardziej Naprawdę ogromne kudos dla Elizabeth Mitchell!

2. Ben, Ben i jeszcze raz Ben. Końcowe "see you guys at dinner" Przykład osobnika, z którego mózgiem chciałoby się pójść do łóżka! Relacje Ben vs Locke, Locke vs Ben niby takie same, ale zawsze rozrywkowe. Na LF wszystkie niewinne dziewczynki wyzywają Bena od "creepy'ch", zwłaszcza za tekst "because you're mine", który ze spokojem trenera pytonów, zaserwował do Juliet. Ja natomiast (wyzywajcie mnie od wszelakich krejzoli, proszę bardzo ) kocham ten tekst i kocham porąbanego Bena. Mimo, że na codzień nie przepadam za męskim wyzyskiem i skrajnym szowinizmem, to Benjamin Linus, a raczej Michael Emerson, genialnie wie jak donieść tekst, by spowodować miks ciarek strachu z dreszczami podniecenia na twym kręgosłupie... Czy już mówiłam, że jego mózg jest najseksowniejszym mózgiem tego serialu?

3. Jack&Juliet, czyli kiss+hug. Moja reakcja zewnętrzna: , moja reakcja wewnętrzna: *what the hell is wrong with me?!*. Srsly..., jakby były jakieś kary za radowanie się wrogimi pairingami to pewnie siedziałabym teraz w karcerze z workiem na łbie, biczując się pokutnie. Ale damn it! Niech każdy z Was (antyjacketerów, jaterów etc...) przyzna, że nawet jeśli kiss był zmontowany dla celów prawdziwego OTP (Jate) i nawet jeśli nie był ani jotę "passionate" (jak to go 'pewne' źródła zwały), to miał w sobie coś fajnego, pokrzepiającego, wzruszającego i słodkiego! Ja naprawdę myślałam, że będę wyć do księżyca po tej scenie, ale (jak wszystko zresztą) na ekranie okazała się być bardzo ładnie zrealizowana. Juliet jest naprawdę nieźle pokiereszowana przez life i kurczę jednak mimo wszystko stara się być wobec Jacka szczera. I niech mnie diabli wezmą, jeśli nie jest to główna cecha o jakiej nasz Jacko marzy odnaleźć w kobiecie. Wszystkie baby w jego życiu nie były warte funta kłaków pod tym względem, więc nie dziwne, że jak się pojawiła taka, co się nie boi wyjawić swoich uczuć, nie boi otworzyć i okazać słabość, to pod Jackiem lekko nogi się ugieły. Pierwszy raz od wielu lat stoi przed nim ktoś, kogo on może pocieszyć i dzięki komu sam może się podbudować, okazać bliskość bez żadnych podtekstów, bez żadnych barier. Ich kiss jest słodki i nikt mi kurdę nie wmówi, że jest inaczej! Należało się im obojgu i, co jeszcze bardziej niepodważalne, należy się to naszej wiecznie niezdecydowanej Kate! Poza tym o wiele lepiej mi się patrzy na Jacket, niż na Skate ostatnio. Smarkatym pairingom mówimy stanowcze NIE! Let Jacket ROLL!!

4. Jate Reunion!! Szybkie to było, bo i akcja wartka, ale bardzo fajniutkie! Tym bardziej, że od połowy pierwszego sezonu każdy Jater ma w sakiewce marzeń scenariusz zranionej Kate w roli Jackowej pacjentki... Najbardziej w tym wszystkim podobało mi się to, niedające się dokładnie nazwać, "coś", co dzieje się zawsze, gdy tych dwoje znajduje się obok siebie na odległość mniejszą nić kilkanaście centymetrów... Poza tym te jego "it's ok, it's ok" tak diabelnie przypomniało mi o Jissie, że wszystkie me nerwy, ścięgna i mięśnie napieły się w oczekiwaniu tego wydarzenia. Tak oto działa prymitywna percepcja jaterska Tutaj też nie sposób nie wspomnieć o obowiązkowym przerywniku OTP-owym, jakim w tym przypadku okazała się Juju, znikająca z zasięgu wzroku i słuchu, czujnego Jacka. Tym razem babie na pochybel, srsly...
Kolejna scena jaterska była pełna podtekstów, o których nie chce mi się teraz pisać, bo ... bo nie chce się i już (kawy ludu, kawy!) xD

5. Miny Sawyera i Hurleya BEZCENNE! Btw: Sawyer niesamowicie rozpacza po Kate... Wow, just wow! Kto zaczyna Outlaws'a shippować z Hurleyem, rączka w górę

6. Charlotte i Dan. A jednak kobitka nie okazała się żmiją. Co tylko mnie utwierdza w tym, by zawsze ufać swojemu pierwszemu wrażeniu! Poza tym tryksnęła Kate, żebyśmy mieli jaterski moment, więc wszelkie winy, jakie by na niej nie ciążyły, wybaczam z buta. Dan - informatyk nie miał zbyt wiele do roboty, ale i tak był fanstastyczny (zwłaszcza w tym białym uniformie ).

7. Pytanie z serii "LOST dla opornych": czemu lostowicze nie zastanawiają się już co tak się ten "rescue" wlecze? Sayid i Desmond1996 dzwonili już z frachtowca, więc logicznie rzecz biorąc helikopter powinien być już w drodze powrotnej (ofc my wiemy, że to taka łatwa sprawa nie będzie, ale lostowicze nie są jeszcze tego świadomi). Nie lubię jak LOST staje się mało realistyczny grrrrr...

8. Pytanie z gatunku "Fan tęskni = fan staje się zUuuuuyyyy" - GDZIE JEST MILES?! Ja chcieć mego ulubionego japońca/chinola/koreańca, który w odróżnieniu od innych japońców/chinoli/koreańców umie sklecić poprawne zdanie po angielsku i w odróżnieniu od niektórych morderców/oszustów/blondynów potrafi rzucić składny sarkastyczny komentarz bez mrużenia oczu i ściągania brwi. Stęskniłam się za moim pogromcą duchów jak cholera RzoNdom, by dyktator othersville'ski - mr. Locke wreszcie wypuścił go z tej chaty i wyjął mu ten **** granat z buźki!!

The Other Woman to epek, z którym wiele jest nie w porządku. Tak bardzo, że po obejrzeniu czujesz jak uwielbiasz i wielbisz, gdy "nie w porządku" zaczyna Ci się podobać i zaczynasz je doceniać. 4-sezonowy LOST jest jak z niespodzianką, jak jogurtowo-truskawkowa Milka i wedlowskie Ptasie Mleczko w jednym. Love it!

8/10


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Car0linee99




Dołączył: 09 Cze 2007
Posty: 56
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 16:40, 07 Mar 2008    Temat postu:

Mam mieszane uczucia co do odcinka. Hmmm. Ok, może i cholernie mi było żal Juliet, ok, może i nie mam żadnych powodów żeby jej nienawidzić, ale kiedy pojawił się kiss, w przeciwieństwie do Majki w mojej głowie formowało się tylko "Nie, nie, nie, nie, nie" a w końcu "Odessij się wreszcie od niej bo Ci tego nie wybaczę do końca życia Jacko". Wiadome było, że kiedy powiedział "He knows where to find me" od razu mu wybaczyłam Rolling Eyes Oczywiście facetowi też się coś od życia należy i nie będzie wiecznie latał za Kate, kiedy ma Juliet obok, która mu właśnie wyznała, że go kocha. Juliet też dużo przeszła, straciła mężczyznę, którego kochała (pomijając fakt, że była jego kochanką Twisted Evil), a inny powiedział, że należy do niego. Ok, może i też zasłużyła na jednego porządnego faceta. Ale mimo wszystko wciąż nie potrafię na nich patrzeć razem. Chociaż nie przeczę, że to było na prawdę słodkie. Chciałabym tylko żeby Kate to wszystko widziała i żeby w jej głupim, pustym łebku zaroiło się wreszcie od myśli "OMG, ja na prawdę kocham Jacka!" Swoją droga polubiłam Goodwina. Cholera czy na prawdę muszą zabijać wszystkich tych, którzy później okazują się fajni? Confused Dan był jak zwykle mega kjut, Charlotte trzeba wybaczyć znokautowanie Kate, Locke mnie dalej wkurza, Ben dalej jest cholernym, podstępnym gmatwaczem ludzkich mózgów i wszystko jest na swoim miejscu.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Galahad




Dołączył: 14 Kwi 2007
Posty: 110
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pią 16:48, 07 Mar 2008    Temat postu:


seige napisał:

5. Miny Sawyera i Hurleya BEZCENNE! Btw: Sawyer niesamowicie rozpacza po Kate... Wow, just wow! Kto zaczyna Outlaws'a shippować z Hurleyem, rączka w górę


8. Pytanie z gatunku "Fan tęskni = fan staje się zUuuuuyyyy" - GDZIE JEST MILES?! Ja chcieć mego ulubionego japońca/chinola/koreańca, który w odróżnieniu od innych japońców/chinoli/koreańców umie sklecić poprawne zdanie po angielsku i w odróżnieniu od niektórych morderców/oszustów/blondynów potrafi rzucić składny sarkastyczny komentarz bez mrużenia oczu i ściągania brwi. Stęskniłam się za moim pogromcą duchów jak cholera RzoNdom, by dyktator othersville'ski - mr. Locke wreszcie wypuścił go z tej chaty i wyjął mu ten **** granat z buźki!!



Ja nie mam w tej chwili zbyt wiele czasu, więc jedynie w 100% zgodzę sie z 5-ka. Bezcenne Very Happy

Co do 8-ki to ja go w cale, a w cale nie lubię. Zarozumiały cwaniak. Na mały plus przemawia za nim ta akcja z duchami. Jednak mały plus to nic przy duzym minusie Razz

Juliet wychodząca po kąpieli hmmm... Wink Ben to jeszcze większy socjotechnik i intrygant niż przypuszczałem, dużo większy.

Niestety, *kiss* faktycznie nie miał w sobie takiej pasji jak Skate pokazywała swego czasu. No, ale spokojnie wyznanie poszło. Szczere i ładne. Poza tym instynkt opiekuńczy sie u Jacka jak u prawidziwego gentleman 'a wlaczy. Będzie dobrze Very Happy .


Ocena : 9/10 ( Jacket Very Happy )

--------------

Tylko kilka zdan do Catherine. Napisalas ze jestes Jatarka, ale nie to prze Ciebie przamawia kiedy krytykujesz. O gustach sie nie dyskutuje, ale taka dezaprobata dla dla Juliet i Jacket. Ach, och.. nie ma co pisac.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Galahad dnia Sob 17:03, 08 Mar 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Logan




Dołączył: 18 Maj 2007
Posty: 154
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5

PostWysłany: Pią 19:31, 07 Mar 2008    Temat postu:

Teraz już widamo, że rozbitkowi którzy wybrali Locka zginął w jego i Bena wojnie... Narazie wiadomo, że Dan i Charlotte są dobrzy z tym gazem chcieli jednak pomóc. Zresztą po Danie nie można było sie spodziwac czego aż tak bardzo złęgo Smile Z flashbacków Juliet widac, że Ben był/jest w niej zakochany i zły z powodu jej romansu z Goowinem i tego, że Juliet darzy Jacka uczuciem. Kaseta "Red Sox" za Widmorem... I ta historyjka Bena z tym kompleksem domów o tej pleśni na ścianie z naświętszą panienką ciekawe...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Catherine




Dołączył: 10 Lut 2007
Posty: 424
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: DG city

PostWysłany: Sob 1:49, 08 Mar 2008    Temat postu:

Z problemami, ale obejrzałam w końcu. Przebrnęłam przez ten stosunkowo średni jak dla mnie odcinek, choć w zamiarze miałam już porzucenie obejrzenia go do końca, bo przez sporą część odcinka, ani obraz, ani dźwięk, ani napisy mi jakoś totalnie nie współgrały ^^ Dziwnie się patrzy na Jate idące przez dżunglę, gdy słychać, jak Juju gada z Goodwinem na plaży Neutral Na szczęście choć "opatrunkowy ręczniczek" ( ) był w moim odcinku bez zarzutu. No nic. Do rzeczy.

Jack + Jules


seige napisał:
Jack&Juliet, czyli kiss+hug. Moja reakcja zewnętrzna: , moja reakcja wewnętrzna: *what the hell is wrong with me?!*. Srsly..., jakby były jakieś kary za radowanie się wrogimi pairingami to pewnie siedziałabym teraz w karcerze z workiem na łbie, biczując się pokutnie. Ale damn it! Niech każdy z Was (antyjacketerów, jaterów etc...) przyzna, że nawet jeśli kiss był zmontowany dla celów prawdziwego OTP (Jate) i nawet jeśli nie był ani jotę "passionate" (jak to go 'pewne' źródła zwały), to miał w sobie coś fajnego, pokrzepiającego, wzruszającego i słodkiego!

Pozwolisz, że Cię zacytuję: WHAT THE HELL IS WRONG WITH YOU? Laughing Majka, brałaś coś przed oglądaniem tego, czy what? xDDD Coś słodkiego to może miał Jass I, ale nie to coś! To był plastik!

Mam zgoła inne odczucia po jacket scenach. Jacket kiss (Jass?) to dla mnie jakieś totalne nieporozumienie. Nie chodzi o to, że jestem Jaterem i drażnią mnie takie sceny. Totalnie nie! Ta nie zirytowała mnie ani trochę! Zero ciśnienia, nerwów. Jedynie jakieś totalne zniesamczenie i rozczarowanie. To była moim zdaniem bardzo słaba scena. Była na wyrost. Wyraźnie dało się odczuć, że na siłę próbują zamącić coś jeszcze w czworokącie, choć od dawna wszystko jest już wiadome. I muszę przyznać, że już wolę (mimo, iż nie jest to dla mnie radocha) patrzeć, jak Soya rzuca Kate o wyrko i się do niej łasi w 04x04 niż patrzeć na ten Jass... Poza tym scena była przelukrowana, nie pasowało mi wszystko: począwszy od tej samej, co zawsze, zbolałej miny Juju, która już mi się przejadła, poprzez dziwnie momentami zniesmaczoną minę Jacka (jakby miał niestrawność biedaczek), a skończywszy na stanowczo za jasnym tle nieba (wręcz białym!), które też cholernie działało mi na nerwy. To było bez ładu i składu. Wtrynili tą scenę na koniec, w pośpiechu, jakiś porąbany jass + jug Rolling Eyes Jak z taniego romansu. Bez sensu...

Zupełnie inaczej odbierałam Jassa I z TTLG. W tamtym udało mi się nawet zauważyć coś urokliwego. No i tamten jass miał istotną misję - wzbudził zazdrość w Kate i być może pośrednio pchnął Jacka do ILY... Dobra, kończę...

Ogólnie epek jako epek też nie oceniam najwyżej. FB Juju mnie nie zachwyciły, sama Juju jak i E.M. także. Z jednym się zgadzam z Majką:

seige napisał:
uwielbiam jej interakcje z Benem. Są dla mnie niczym Hannibal Lecter i Clarice Starling: chore uczucia, chore relacje, czyli to co kopnięte tygryski lubią najbardziej

Coś w tym kurczę jest :] Spodobało mi się Twoje porównanie do H.L. i C.S. (mrrrau).

seige napisał:
Ben, Ben i jeszcze raz Ben. Końcowe "see you guys at dinner" Przykład osobnika, z którego mózgiem chciałoby się pójść do łóżka! Relacje Ben vs Locke, Locke vs Ben niby takie same, ale zawsze rozrywkowe. Na LF wszystkie niewinne dziewczynki wyzywają Bena od "creepy'ch", zwłaszcza za tekst "because you're mine", który ze spokojem trenera pytonów, zaserwował do Juliet. Ja natomiast (wyzywajcie mnie od wszelakich krejzoli, proszę bardzo ) kocham ten tekst i kocham porąbanego Bena. Mimo, że na codzień nie przepadam za męskim wyzyskiem i skrajnym szowinizmem, to Benjamin Linus, a raczej Michael Emerson, genialnie wie jak donieść tekst, by spowodować miks ciarek strachu z dreszczami podniecenia na twym kręgosłupie... Czy już mówiłam, że jego mózg jest najseksowniejszym mózgiem tego serialu?

Tu się głównie zgadzam :] Taaak, musk Bena jest intrygujący i cieszę się, że do tej roli wybrano aktora, który pod względem swej fizyczności jest dla mnie totalnie aseksualny, bo gdyby dali nam jakiegoś przystojniaka, to moje serducho byłoby podwójnie narażone na cotygodniowy zawał :] Ta końcowa scena to był jakiś LOL ^^ Ben jest niezły... I wydaje mi się, że wciąż umiejętnie z nimi pogrywa, drwiąc sobie w duchu z małości Locka i jego towarzyszy. Nie wiem, czy to tak dobrze, że John się z nim układa. Pokazuje tym samym, że jest od niego zależny. Może gdyby trochę pomyślał, znalazłby sposób na dowiedzenie się rzeczy, o które tak usilnie i nieumiejętnie zabiega. Nie podoba mi się jego zachowanie. I to totalnie. Swoich ludzi (Claire, Soyę, Kate, Hurleya) traktuje nieco z góry, nie słucha ich, wprowadzając swoją małą dyktaturę, natomiast przed wrogiem, katem, człowiekiem, który wpakował mu kulkę, poddaje się, okazując słabość... Nie takiego przywódcę chciałam widzieć w Locku. Może tacy rozbitkowie, jak Claire czy inni, nie mają takich "właściwości", nie posiadają tej wyjątkowości, co John, ale chyba warto czasem wysłuchać ich pomysłów i wziąć je pod uwagę?

A mnie wciąż LF nie działa Crying or Very sad *beczy *ryczy* *WHHHHHYYYYYY ME??!*

Może przejdę do jedynej wielkiej pociechy wyniesiomej z tego łodcinka... Co by to było? Think Hmmmmmmm... Exclamation
Jaaaaaaaaaaaaaattttteeeeeeeeeeee!!!

Boże! To było sweeeeeeeet! Hot! xD Tak! Każdy Jater marzy, by Jacko zajął się ranną, czy też chorą, umierającą (Boże, jak my jej dobrze życzymy xD) itp. Kate! xD Dostaliśmy taki prezencik i bardzo pięknie. Ale miałam motyle! No i tu widziałam - uczucie, troskę. Jezu, no, jak jest chemia, to jest wszystko, bez zbędnych wysiłków i sztucznych sytuacji. Wystarczyła mała rana (God bless Charlotte za to przywalenie Kate w łepetynę! Pray ), ręczniczek, kilka jęków Kate zza krzaków, szybka reakcja Jacka i jego "Heyki" i "OKejki", bym poczuła się jak w domu, u siebie, w swojej flanelowej pościeli. Bo widziałam coś, co znam, coś prawdziwego i ukochanego. Jutro rozwinę ten wątek w grajdole i jak mi się uda obejrzeć scenę leśnego spaceru w jakiejś normalnej synchronizacji dźwięku i obrazu... :]

M napisał:
Btw: Sawyer niesamowicie rozpacza po Kate... Wow, just wow!

Taaa, no łokrutnie chłopina rozpacza, łokrutnie! Aż żal patrzeć, jak się męczy! xD

M napisał:
Kto zaczyna Outlaws'a shippować z Hurleyem, rączka w górę

Think Pomyślę, choć ja ich strasznie lubię, jako takich fajnych fajtłapowatych nieco koleżków. Śmieszni i słodcy są razem Flipuś i Flapuś

Właśnie! Gdzie d.k.n. jest Miles!!! Oddajcie mi mojego chłopa! Evil or Very Mad


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cheavy




Dołączył: 07 Mar 2008
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kwidzyn

PostWysłany: Pon 22:12, 10 Mar 2008    Temat postu:

Ja po prostu nie cierpię Juliet.
I sama nawet nie wiem za co. Gdybym miała jeszcze jakieś konkretne podstawy. A tu nic.
Może to dlatego, że jej widok tak mnie męczy, iż co chwile miałam ochotę przerwać oglądanie odcinka. Ale gdy dobrnęłam do końca, obudziła się we mnie euforia. (O ile euforia może się obudzić x)) Chociaż może obudziła się dlatego, że to było piątkowe popołudnie. Fakt, faktem, że odcinek wg. mnie średni. Mało było w nim Kate, a historie Juliet niezbyt mnie interesują. Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Cheavy dnia Pon 22:17, 10 Mar 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum o serialu LOST: Zagubieni Strona Główna -> Sezon 4 Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
deoxGreen v1.2 // Theme created by Sopel stylerbb.net & programosy.pl

Regulamin