Forum Forum o serialu LOST: Zagubieni Strona Główna

Forum o serialu LOST: Zagubieni
Forum o najpopularniejszym serialu Lost: Zagubieni
 

4x05 'The Constant' - o odcinku

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum o serialu LOST: Zagubieni Strona Główna -> Sezon 4
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
seige
Moderator



Dołączył: 26 Paź 2006
Posty: 1245
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wuthering Heights

PostWysłany: Czw 22:43, 28 Lut 2008    Temat postu: 4x05 'The Constant' - o odcinku

4x05 The Constant



Scenariusz: Damon Lindelof & Carlton Cuse
Reżyseria: Jack Bender
Premiera: 28 luty 2008 na ABC
Postać: Desmond Hume

Streszczenie: W drodze do frachtowca Sayid i Desmond uderzają w turbulencję, która powoduje u Desmonda niespodziewane i zaskakujące skutki uboczne.


[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez seige dnia Czw 22:44, 28 Lut 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Catherine




Dołączył: 10 Lut 2007
Posty: 424
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: DG city

PostWysłany: Pią 8:22, 29 Lut 2008    Temat postu:



OMG... Co za odcin. Co za ep. Chyba nic konstruktywnego jak na razie nie napiszę. Mam lekką sieczkę z mózgu. Podróże Desa w czaso-przestrzeni. Równoległe światy... A może na serio istnieją? Kiedyś byłam przekonana o prawdziwości tej teorii :] No i przede wszystkim: Dope i ich miłość. Miłość, która naprawdę przenosi góry... Heart


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
seige
Moderator



Dołączył: 26 Paź 2006
Posty: 1245
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wuthering Heights

PostWysłany: Pią 9:52, 29 Lut 2008    Temat postu:

Najlepszy mitologiczny odcinek LOST, jaki powstał do tej pory!

Nie mam bladego pojęcia od czego by tu zacząć, więc może wrzucę po prostu luźne myśli:

LOST nie jest bynajmniej serialem dla głupców! Budzi do wyższego myślenia i przysparza przy okazji bólu głowy. Rodzi miliardy trudnych pytań, a w tym epku poruszyło zdecydowanie te najtrudniejsze. Więc, damn it: o co, kaman z tym czasem?! W mojej głowie rodzą się m.in. następujące pytania:

- Dlaczego czasowe skutki uboczne odnoszą się tylko do świadomości i jaki wpływ na te zmiany ma narażenie mózgu na wysokie napięcie lub pole elektromagnetyczne? Jak ma się do tego Minkowski i jego kumpel, którzy nie byli bezpośrednio na nie narażeni, a jednak spotkało ich to samo, co Desmonda? Minkowski wspomina, że stało się to zaraz po telefonie, jaki odbrał z pilnie strzeżonej linii. Może to wszystko miało miejsce zanim Des włączył "safe key" i zneutralizował pole elektromagnetyczne wokół wyspy. Ale w takim razie dlaczego spotyka go to ponownie dopiero, kiedy helikopter uderza w turbulencje? Wynika z tego, że w okół wyspy musi nadal istnieć wysokie pole elektromagnetyczne, które jest odpowiedzialne za aktywowanie Desmondowych objawów.

- Czy to co powiedział Faraday i co twierdziła m.in. Wyrocznia z FBYE, o tym, że nie można zmienić przyszłości, jest faktycznie prawdą? Jak zatem wyjaśnić to, że świadomość Desmonda przenosi się w czasie do przeszłości i powoduje to skutki w przyszłości? A wiemy, że powoduje, bo Daniel odkrywa na końcu epizodu własny wpis z 1996 roku, którego wcześniej być nie mogło, bo Daniel nie zdawał sobie sprawy, że Desmond jest jego "stałą". Penny natomiast po 8 latach ma nadal ten sam numer i najwyraźniej oczekiwała, że Desmond może do niej zadzwonić, czyli pamiętała to co jej powiedział w 1996. Poza tym zachowanie Desmonda, gdy spotyka on Jacka na stadionie w MoSMoF i wypowiada kilka futurystycznych kwestii można teraz wyjaśnić, jako przebłyski przeniesionej niegdyś świadomości. Desmond z 1996 powinien zapomnieć o wszystkim co uczyniła z nim świadomość Desmonda z 2004 w chwili, w której Desmond z 2004 skontaktował się ze swoją "stałą" w postaci Penny, ale najwidoczniej, jakieś elementy świadomości Desmonda z 2004 roku nadal tkwią w Desmondzie z 1996 roku i towarzyszą mu, aż do feralnej decyzji o udziale we fregatach.

- Poza tym: czy odnalezienie swojej "stałej" stanowi permanentną szczepionkę przeciw efektowi ubocznemu napromieniowania? Czyli: czy Desmond dzięki przywróceniu swojej świadomości, dzięki kontaktowi z Penny, posiadł ją na stałe? Czy też nadal możliwy jest nawrót objawów, jeśli dajmy na to, zostanie on ponownie narażony na wysokie napięcie/pole elektromagnetyczne?

- Wiemy już, że nawet jeśli zmieniamy w przeszłości/teraźniejszości małe cząstki naszego przeznaczenia, to nie zmienimy przez to zbyt wiele w przyszłości (śmierć Charliego), ale najwyraźniej istnieje niebezpieczeństwo, że jeśli dokonamy innych, większych zmian to będziemy mogli zmienić przyszłość - nawet jeśli Wyrocznia powiedziała Desmondowi, że nie może on zmienić swojego przeznaczenia, to przecież pojawiła się specjalnie po to, żeby nakierować go na ten pierwotny kurs. Po co więc była potrzebna do tej roboty, skoro Desmonda przeznaczeniem tak czy siak było dokonanie właściwego wyboru? Może, gdyby się nie wtrącała to Desmond wcale nie dokonałby wyboru, postrzeganego przez nią jako właściwy, oświadczyłby się Penny i tym samym nie znalazł się na wyspie. Wyrocznia zaingerowała w jego wybór i tym samym zmieniła jego intencyjną przyszłość. Z drugiej strony: może Wyrocznia od zawsze była częścią elementarną Desmondowego przeznaczenia i pojawiłaby się na jego drodze życiowej bez względu ile razy świadomość Desmonda wracałaby do przeszłości. Wynika z tego, że nawet jeśli zmiana przyszłości jest możliwa to jednocześnie wyklucza się przez istnienie przeznaczenia. Jeśli wierzymy w przeznaczenie musimy wierzyć też w to, że częścią tego przeznaczenia są zachodzące w nim zmiany, nawet zmiany w czasoprzestrzeni. Potwierdza to tym samym teorię względności, w której Einstein dowodził, że czas nie jest wymiarem linearnym - to nasze umysły go takim stworzyły, bo są na zbyt niskim rozwoju ewolucyjnym, by móc zrozumieć jego prawdziwe właściwości.

- Na świecie istnieje niewielu ludzi, którzy potrafią ogarnąć wszystkie zawiłości teorii kwantowej, teorii strun i teorii względności. Po tym epku zaczynam mieć wrażenie, że LOST jest serialem, który ma każdemu zwykłemu człowiekowi wszystkie te teorie wytłumaczyć na podstawie przyswajalnych przykładów. Łącząc nauki ścisłe, filozoficzne i paranormalne, tworzy coś w rodzaju jednej wielkiej teorii świata i życia i chociaż z pewnością nie jest to teoria akuratna w 100% jest też niewątpliwie pierwszą tak szeroko dostosowaną do zwykłego odbiorcy. Mam przeczucie, że LOST okaże się najbardziej przełomową naukową rozrywką w historii seriali telewizyjnych. Moim marzeniem byłoby, gdyby zainteresował się nim Hawking i napisał kilka słów, jak on ten cały stuff rozumie. Chciałabym móc o LOST pogadać z kimś takim jak on.

- Des&Penny... Ryczałam jak bóbr, oglądając ich łamiącą serducho rozmowę telefoniczną! To było prześliczne i przewzruszające! Ich miłość jest chyba najbardziej epicką miłością w tym serialu.

- Myśląc na temat odnalezienia swojej "stałej" zauważyłam, że Desmond nie jest stałą tylko dla Daniela. Dla Jacka przecież również! A podążając tym tropem, w związku z niebiezpieczną drogą, jaką trzeba przebyć z/na wyspę i mając na uwadze, że można się lekko omsknąć w czasie, podczas tej podróży, doszłam do wniosku, że każdy z Oceanic6 jest dla siebie pewnego rodzaju "stałą". A ci, którzy są ze sobą najbardziej związani są 'uzbrojeni' w najsilniejszą jej odmianę. Gdyby okazało sę np, że Jack i Kate zgubiliby się w czasie, podczas podróży na wyspę, to odnaleźliby się dzięki swoim odpowiednikom z czasu, w którym na tej wyspie przebywali. Jako łącznik między przyszłością, a jakimś fragmentem przeszłości/teraźniejszości. Natomiast Desmond, pozostając stałą dla Jacka, może mu pomóc w wydostaniu się z wyspy. Jedno jest pewne: wydostać/dostać się na nią jest cholernie, cholernie trudno!

- Ciekawa sprawa z Widmorem i zakupionym przez niego dziennikiem pokładowym "Black Rock". Czasami mam niejasne wrażenie, że Widmore wcale nie jest taki zły i jego podejście do Desa wynika ze świadomości desowego przeznaczenia. Poza tym wydaje mi się, że Penny wie o wyspie właśnie od swojego ojca.

- Współczynnik liczbowy, którego Des uczy się na pamięć, by Daniel mu uwierzył prawdopodobnie nie zostałby przez Daniela nigdy odkryty, gdyby świadomość Desmonda nie przeniosła się w czasie. Gdyby nie został odkryty, Daniel nie miał by świadomości o tym, gdzie zaginął Oceanic 815 (wiemy już dlaczego Daniel płakał w 4x02) i pewnie nie trafił by do ekipy Naomi. Poza tym liczby te pojawiają się w epizodzie w jeszcze kilku momentach, np. podczas aukcji.

- Charlotte zaczyna pokazywać pazurki i po tym co widziałam w promie do 4x06 zaczynam mieć wątpliwości, czy jest ona rzeczywiście taką ok kobitką (z punktu widzenia Lostowiczów i dbania o ich interesy, ofc).

- Daniel jest genialny i z każdą sekundą, którą włada na ekranie, bóstwię go coraz bardziej! Poza tym kocham ten jego eksperyment z myszką (szkoda mi trochę, że dednęła... ale lepiej myszka, niż miałby dednąć Des )

- Jack i Juju mnie wkurzają jak nic! I tym razem nie dlatego, że nie przepadam za ich romantycznym zestawieniem. Ja na ich miejscu przywiązałabym Charlotte i Dana do drzewa i kazała im odpowiedzieć na wszystkie nurtujące mnie pytania. Widać przecież, że goście nie znaleźli się na wyspie przypadkiem i że mają pewnie milion razy większy stan wiedzy o tym "what the hell is going on?!", niż Lostowicze. Czasami ignorancja Jacka-sceptyka mnie poraża i sprawia, że mam ochotę: Jest prawie taki sam, jak Scully w TXF, którą, jak mawiał Mulder, kosmita musiałby ugryźć w tyłek, żeby wreszcie przejrzała na oczy. A Juju siedzi na wyspie ponad 3 lata i chyba nadal jej się wydaje, że każdy kit, jaki wciskał jej Ben o sekretnej ekipie, podziemnych chomików władających światem, jest prawdą... Srsly, czasami mam wrażenie, że zanim Karla posadzili na hannibalskim krzesełku i dali mu trójwymiarowe gogle to właśnie Juliet przechodziła z tym szajsem sesje testowe! (to co widzę w promie do 4x06 całkiem nieźle potwierdza teorię utraty resztek zdrowego rozsądku)

11/10


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez seige dnia Pią 9:53, 29 Lut 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Logan




Dołączył: 18 Maj 2007
Posty: 154
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5

PostWysłany: Pią 16:32, 29 Lut 2008    Temat postu:

Ten odcinek był genialny Very Happy Very Happy Wspaniała gra Desmonda no i data data 24.12.2004 Penn przy choince Smile Fajnie Jack i Juliet przycisneli D i C do muru z i Dan wreszcie cos powiedział Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Car0linee99




Dołączył: 09 Cze 2007
Posty: 56
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:43, 29 Lut 2008    Temat postu:



To chyba najbardziej pomieszany odcinek jaki kiedykolwiek widziałam. Mój móżdżek jest stanowczo za mały aby ogarnąć te wszystkie "stałe", czasoprzestrzenie i ogólnie całe filozoficzno-fizyczne teorie. Aż się dziwię, że zajęłam I miejsce w konkursie filozoficznym. Jak ja to cholera zrobiłam? No w każdym razie uważam, że odcinek jest prze-fan-ta-sty-czny nawet jeżeli połowy nie rozumiem Laughing Henry świetnie gra i te jego ... hmm, no właściwie to jak to nazwać? Mamy już FB, FF, to może teraz TT - Time Travels? Laughing Anyway cudne to było. Dope prawie całkiem zastąpiło mi Jate. Kocham scenę z telefonem. Te urywane zdania i nakładanie się ich było po prostu piękne! 8 lat minęło a oni zdążyli w tęsknocie pokochać się jeszcze bardziej


M napisał:
przywiązałabym Charlotte i Dana do drzewa


O nie, nie dałabym mojego Dana przywiązać do drzewa A Charlotte przywiązałabym z przyjemnością Laughing I tak jak ty M Dana kocham z każdą kolejną chwilą To po prostu taki cudny, mały, zagubiony chłopczyk, który ma na uwadze dobro wszystkich a nie tylko swoje. I do tego jest taki mądry


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Logan




Dołączył: 18 Maj 2007
Posty: 154
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5

PostWysłany: Pią 18:38, 29 Lut 2008    Temat postu:


Car0linee99 napisał:
To po prostu taki cudny, mały, zagubiony chłopczyk, który ma na uwadze dobro wszystkich a nie tylko swoje. I do tego jest taki mądry


Heh no też go bardzo lubie. A Jack sie powili na niego wkurza Very Happy za te jego filozoficzno - naukowe odpowiedzi z tym czasem Very Happy Very Happy Very Happy Juliet zawsze szybko zada mu pytanie żeby gadał, bo Jack juz sie wkurza Smile Very Happy Zgrali sie w ostanich dwóch odcinkach Very Happy Jack sie szybko wkurza a Juliet próbuje szybko załagodzic sytuacje Very Happy

Jak dlamnie odcinek super chyba najlepszy w 4 sezonie narazie...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matthew




Dołączył: 22 Gru 2005
Posty: 54
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Rawicz.....:)

PostWysłany: Sob 1:02, 01 Mar 2008    Temat postu:

Witam po długiej przerwie Very Happy

Dawno mnie tu nie było ale do sedna.

Jak na razie wg. mnie najlepszy odcinek 4 sezonu. Wspaniała rozmowa Peny z Desmondem, mimo , że jestem chłopakiem trochę mi się łza w oku zakręciła. Ogólnie odcinek na 10 z 10 Very Happy. Piękniejszej sceny jak ta o której wspomniałem nie było jeszcze w Lost-ach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
made




Dołączył: 05 Lut 2007
Posty: 428
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 18:09, 01 Mar 2008    Temat postu:

zgadzam się scena telefoniczna była just amazing poza tym po tym odcinku mam lekko sieczkę w mózgu nie wiem co mam o tym myśleć serial idzie w kierunku science fiction czy to dobrze ...hmm

jedno muszę przyznać 10 się należy
wspaniała gra aktorska !

szkoda że Minkowski nie żyje, przyszło mi na myśl czy to coś co spotkało Desmonda i Minkowskiego może być chorobą o której mówiła danielle ??


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Galahad




Dołączył: 14 Kwi 2007
Posty: 110
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 20:25, 02 Mar 2008    Temat postu:

Więc, zacznę od kilku słów do Logan`a. Dziewczyny powiedziały, że niereformowalny Very Happy i nam tym nie będę się rozwodził. Jednak zadziwiający jest tak wysoki poziom polszczyzny jakim ludzie się tutaj wypowiadają. Ten brak błędów ortograficznych, ładne i sensowne zdania. Po prostu chce się czytać. Wiec, Logan wierzę, że masz 12 lat i jesteś usprawiedliwiony.
Kiedyś pewnie będziesz pisał składne wypowiedzi Wink

To byłoby na tyle OT.

Moja polemika z Twoim postem seige to są hipotezy oraz wnioski do jakich można dojść metodą dedukcji.


seige napisał:
- Dlaczego czasowe skutki uboczne odnoszą się tylko do świadomości i jaki wpływ na te zmiany ma narażenie mózgu na wysokie napięcie lub pole elektromagnetyczne?


Skutki uboczne odnoszą się do świadomości, bo właśnie ona przenosi w czasie. Sądzę, że ma to związek z budową materii, a dokładniej kwarkami i leptonami. Są one obdarzone ładunkiem i w jakiś sposób oddziałują z polem elektromagnetyzm.


seige napisał:
Jak ma się do tego Minkowski i jego kumpel, którzy nie byli bezpośrednio na nie narażeni, a jednak spotkało ich to samo, co Desmonda? Minkowski wspomina, że stało się to zaraz po telefonie, jaki odbrał z pilnie strzeżonej linii. Może to wszystko miało miejsce zanim Des włączył "safe key" i zneutralizował pole elektromagnetyczne wokół wyspy. Ale w takim razie dlaczego spotyka go to ponownie dopiero, kiedy helikopter uderza w turbulencje? Wynika z tego, że w okół wyspy musi nadal istnieć wysokie pole elektromagnetyczne, które jest odpowiedzialne za aktywowanie Desmondowych objawów.


Hmm... nie wiem czy dobrze Cię rozumiem jednak sprawa wygląda tak. Desmond był wystawiony na duuuże promieniowanie tak samo jak wszycsy z 815 podczas implozji bunkru. No, a Minkowski ze znajomym popłynęli pewnie na wyspę nie po takiej trajektorii co trzeba. Przecież Daniel narysował specjalna mapę jak mają lecieć do statku. No, a wszystko to co się stało, stało sie pewnie, bo pilot zboczył z obranego kursu - z powodu burzy.


seige napisał:

- Czy to co powiedział Faraday i co twierdziła m.in. Wyrocznia z FBYE, o tym, że nie można zmienić przyszłości, jest faktycznie prawdą? Jak zatem wyjaśnić to, że świadomość Desmonda przenosi się w czasie do przeszłości i powoduje to skutki w przyszłości? A wiemy, że powoduje, bo Daniel odkrywa na końcu epizodu własny wpis z 1996 roku, którego wcześniej być nie mogło, bo Daniel nie zdawał sobie sprawy, że Desmond jest jego "stałą". Penny natomiast po 8 latach ma nadal ten sam numer i najwyraźniej oczekiwała, że Desmond może do niej zadzwonić, czyli pamiętała to co jej powiedział w 1996. Poza tym zachowanie Desmonda, gdy spotyka on Jacka na stadionie w MoSMoF i wypowiada kilka futurystycznych kwestii można teraz wyjaśnić, jako przebłyski przeniesionej niegdyś świadomości. Desmond z 1996 powinien zapomnieć o wszystkim co uczyniła z nim świadomość Desmonda z 2004 w chwili, w której Desmond z 2004 skontaktował się ze swoją "stałą" w postaci Penny, ale najwidoczniej, jakieś elementy świadomości Desmonda z 2004 roku nadal tkwią w Desmondzie z 1996 roku i towarzyszą mu, aż do feralnej decyzji o udziale we fregatach.


Ponownie nie wiem, czy dobrze rozszyfrowałem ta "luźna myśl". IMO to jest tak, że świadomość Desmonda wyleciała 8 lat do tyłu. Postać z roku 2004 nie będzie teraz pamiętała ani bunkra, ani wyspy, ani rozbitków. Po prostu ich wycieło. Przewineło już nagraną kasetę w tył. Nie wiem, czy kiedy wrócą, będą mogli ją bez jakiś strat odtworzyć. Szczerze wątpię. Już i tak dobrze
się stało, że Des nam nie ześwirował. Co do reszty pytań ( niejasności ) z tego akapitu wypowiem się dalej.


seige napisał:
- Poza tym: czy odnalezienie swojej "stałej" stanowi permanentną szczepionkę przeciw efektowi ubocznemu napromieniowania? Czyli: czy Desmond dzięki przywróceniu swojej świadomości, dzięki kontaktowi z Penny, posiadł ją na stałe? Czy też nadal możliwy jest nawrót objawów, jeśli dajmy na to, zostanie on ponownie narażony na wysokie napięcie/pole elektromagnetyczne?


Dobre pytanie. Sam bym chciał wiedzieć Wink No, ale prawda jest taka, że jeśli nie zapomni o Pen ( a raczej tak się stanie ) to będzie ona jego "stała".


seige napisał:
- Wiemy już, że nawet jeśli zmieniamy w przeszłości/teraźniejszości małe cząstki naszego przeznaczenia, to nie zmienimy przez to zbyt wiele w przyszłości (śmierć Charliego), ale najwyraźniej istnieje niebezpieczeństwo, że jeśli dokonamy innych, większych zmian to będziemy mogli zmienić przyszłość - nawet jeśli Wyrocznia powiedziała Desmondowi, że nie może on zmienić swojego przeznaczenia, to przecież pojawiła się specjalnie po to, żeby nakierować go na ten pierwotny kurs. Po co więc była potrzebna do tej roboty, skoro Desmonda przeznaczeniem tak czy siak było dokonanie właściwego wyboru? Może, gdyby się nie wtrącała to Desmond wcale nie dokonałby wyboru, postrzeganego przez nią jako właściwy, oświadczyłby się Penny i tym samym nie znalazł się na wyspie. Wyrocznia zaingerowała w jego wybór i tym samym zmieniła jego intencyjną przyszłość. Z drugiej strony: może Wyrocznia od zawsze była częścią elementarną Desmondowego przeznaczenia i pojawiłaby się na jego drodze życiowej bez względu ile razy świadomość Desmonda wracałaby do przeszłości. Wynika z tego, że nawet jeśli zmiana przyszłości jest możliwa to jednocześnie wyklucza się przez istnienie przeznaczenia. Jeśli wierzymy w przeznaczenie musimy wierzyć też w to, że częścią tego przeznaczenia są zachodzące w nim zmiany, nawet zmiany w czasoprzestrzeni. Potwierdza to tym samym teorię względności, w której Einstein dowodził, że czas nie jest wymiarem linearnym - to nasze umysły go takim stworzyły, bo są na zbyt niskim rozwoju ewolucyjnym, by móc zrozumieć jego prawdziwe właściwości.


Bardzo ładny wywód Smile Przeznaczenie, determinizm, fatum, zły los ... można dużo mówić. Dla mnie czasy i miejsca to jest sznurek z węzełkami. Czas jest ciągły i nie może być w nim dziur ( sznurek jest nieskończenie dlugi ). Węzełki to pojedyncze wydarzenia umiejscowione w czasie. Wydarzenia które musiały mieć miejsce. Pomimo usilnych chęci i starań, by np. ich uniknąć. Musiało się stać..."The universe, unfortunately, has a way of course correcting. That man was supposed to die. " - brzmi znajomo, prawda.
Jednak wiara w całkowity determinizm ( nasze życie jest z góry zapisane ) nie ma sensu. Nie będą tego udowaniał, każdy sam sobie może o tym pomyśleć. I jak widzimy, w 05x04 i tam jest tak, że pojedyncze wydarzenia wywarły wpływ na przyszłość. Nie jest on duży - kilka zdań w dzienniku Daniela, numer telefonu Pen - jednak bardzo znaczący.


seige napisał:

Jedno jest pewne: wydostać/dostać się na nią jest cholernie, cholernie trudno!


Coś w tym jest. Jednak tak jak napisałaś. Dobrze, że bohaterowie mają swoje stałe. Wcześniej się widzieli/znali no i na ich szczęście, Daniel jest z nimi.


seige napisał:
- Współczynnik liczbowy, którego Des uczy się na pamięć, by Daniel mu uwierzył prawdopodobnie nie zostałby przez Daniela nigdy odkryty, gdyby świadomość Desmonda nie przeniosła się w czasie. Gdyby nie został odkryty, Daniel nie miał by świadomości o tym, gdzie zaginął Oceanic 815 (wiemy już dlaczego Daniel płakał w 4x02) i pewnie nie trafił by do ekipy Naomi. Poza tym liczby te pojawiają się w epizodzie w jeszcze kilku momentach, np. podczas aukcji.


Ponownie trafne uwagi. Nawet nie wpadłem na to Smile Jednak zastanawia mnie fakt, że Daniel z tak epokowym odkryciem już z roku 1996 nie zmienił świata. Czyżby się bał ? A może Wszechświat wybrał inną drogę Razz


seige napisał:
- Charlotte zaczyna pokazywać pazurki i po tym co widziałam w promie do 4x06 zaczynam mieć wątpliwości, czy jest ona rzeczywiście taką ok kobitką (z punktu widzenia Lostowiczów i dbania o ich interesy, ofc).


Aha, zgadza się. Jednak mogli jakaś ładniejszą, o bardziej zajmującej osobowości aktorkę dać do tej roli.


seige napisał:
- Jack i Juju mnie wkurzają jak nic! I tym razem nie dlatego, że nie przepadam za ich romantycznym zestawieniem.


Hola, hola od Jacket to mi z daleka Very Happy stoję za ta parą murem Very Happy Kate trzeba utrzeć noska, zresztą widać jak Jack wygląda w przyszłości. Sponiewierany z miłości Razz No i Juju to dobra laska jest ot co.


seige napisał:
Juju siedzi na wyspie ponad 3 lata i chyba nadal jej się wydaje, że każdy kit, jaki wciskał jej Ben o sekretnej ekipie, podziemnych chomików władających światem, jest prawdą... Srsly, czasami mam wrażenie, że zanim Karla posadzili na hannibalskim krzesełku i dali mu trójwymiarowe gogle to właśnie Juliet przechodziła z tym szajsem sesje testowe!


<rotfl> Wink No, jest coś na rzeczy Very Happy Od początku tego sezonu nie wykazuje się bystrościa. Miło się ją oglądało w roli "Rambo" jednak zdecydowanie lepiej ją scenarzyści kreowali z 3se.

Ocena 10/10
- zdecydowanie jeden z najlepszych i na pewno najlepszy z pierwszych 4se. odcinek. Najlepszy odcinek tak jak Expose 08x03 ponownie w roli głównej z Desmondem


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
seige
Moderator



Dołączył: 26 Paź 2006
Posty: 1245
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wuthering Heights

PostWysłany: Pon 15:14, 03 Mar 2008    Temat postu:


Galahad napisał:

seige napisał:
- Dlaczego czasowe skutki uboczne odnoszą się tylko do świadomości i jaki wpływ na te zmiany ma narażenie mózgu na wysokie napięcie lub pole elektromagnetyczne?


Skutki uboczne odnoszą się do świadomości, bo właśnie ona przenosi w czasie. Sądzę, że ma to związek z budową materii, a dokładniej kwarkami i leptonami. Są one obdarzone ładunkiem i w jakiś sposób oddziałują z polem elektromagnetyzm.

Dzięki za wyczerpującą fizyczną odpowiedź Smile


Galahad napisał:

seige napisał:
Jak ma się do tego Minkowski i jego kumpel, którzy nie byli bezpośrednio na nie narażeni, a jednak spotkało ich to samo, co Desmonda? Minkowski wspomina, że stało się to zaraz po telefonie, jaki odbrał z pilnie strzeżonej linii. Może to wszystko miało miejsce zanim Des włączył "safe key" i zneutralizował pole elektromagnetyczne wokół wyspy. Ale w takim razie dlaczego spotyka go to ponownie dopiero, kiedy helikopter uderza w turbulencje? Wynika z tego, że w okół wyspy musi nadal istnieć wysokie pole elektromagnetyczne, które jest odpowiedzialne za aktywowanie Desmondowych objawów.


Hmm... nie wiem czy dobrze Cię rozumiem jednak sprawa wygląda tak. Desmond był wystawiony na duuuże promieniowanie tak samo jak wszycsy z 815 podczas implozji bunkru. No, a Minkowski ze znajomym popłynęli pewnie na wyspę nie po takiej trajektorii co trzeba. Przecież Daniel narysował specjalna mapę jak mają lecieć do statku. No, a wszystko to co się stało, stało sie pewnie, bo pilot zboczył z obranego kursu - z powodu burzy.

Czyli według Ciebie Minkowski z kumplem zbliżyli się do wyspy nie po takiej trajektorii co trzeba i automatycznie uderzyli w ścianę elektromagnetyzmu? Jeśli tak - to zgadzam się w zupełności.


Galahad napisał:

seige napisał:
- Wiemy już, że nawet jeśli zmieniamy w przeszłości/teraźniejszości małe cząstki naszego przeznaczenia, to nie zmienimy przez to zbyt wiele w przyszłości (śmierć Charliego), ale najwyraźniej istnieje niebezpieczeństwo, że jeśli dokonamy innych, większych zmian to będziemy mogli zmienić przyszłość - nawet jeśli Wyrocznia powiedziała Desmondowi, że nie może on zmienić swojego przeznaczenia, to przecież pojawiła się specjalnie po to, żeby nakierować go na ten pierwotny kurs. Po co więc była potrzebna do tej roboty, skoro Desmonda przeznaczeniem tak czy siak było dokonanie właściwego wyboru? Może, gdyby się nie wtrącała to Desmond wcale nie dokonałby wyboru, postrzeganego przez nią jako właściwy, oświadczyłby się Penny i tym samym nie znalazł się na wyspie. Wyrocznia zaingerowała w jego wybór i tym samym zmieniła jego intencyjną przyszłość. Z drugiej strony: może Wyrocznia od zawsze była częścią elementarną Desmondowego przeznaczenia i pojawiłaby się na jego drodze życiowej bez względu ile razy świadomość Desmonda wracałaby do przeszłości. Wynika z tego, że nawet jeśli zmiana przyszłości jest możliwa to jednocześnie wyklucza się przez istnienie przeznaczenia. Jeśli wierzymy w przeznaczenie musimy wierzyć też w to, że częścią tego przeznaczenia są zachodzące w nim zmiany, nawet zmiany w czasoprzestrzeni. Potwierdza to tym samym teorię względności, w której Einstein dowodził, że czas nie jest wymiarem linearnym - to nasze umysły go takim stworzyły, bo są na zbyt niskim rozwoju ewolucyjnym, by móc zrozumieć jego prawdziwe właściwości.


Bardzo ładny wywód Smile Przeznaczenie, determinizm, fatum, zły los ... można dużo mówić. Dla mnie czasy i miejsca to jest sznurek z węzełkami. Czas jest ciągły i nie może być w nim dziur ( sznurek jest nieskończenie dlugi ). Węzełki to pojedyncze wydarzenia umiejscowione w czasie. Wydarzenia które musiały mieć miejsce. Pomimo usilnych chęci i starań, by np. ich uniknąć. Musiało się stać..."The universe, unfortunately, has a way of course correcting. That man was supposed to die. " - brzmi znajomo, prawda.
Jednak wiara w całkowity determinizm ( nasze życie jest z góry zapisane ) nie ma sensu. Nie będą tego udowaniał, każdy sam sobie może o tym pomyśleć. I jak widzimy, w 05x04 i tam jest tak, że pojedyncze wydarzenia wywarły wpływ na przyszłość. Nie jest on duży - kilka zdań w dzienniku Daniela, numer telefonu Pen - jednak bardzo znaczący.

No właśnie o tym pisałam. Te małe zmiany mogą być tym pierwotym planem. To znaczy, że odgórnym planem było, aby świadomość Desmonda cofnęła się w czasie i dokonała tych zmian. To jest jedna z dwóch dobrze mi znanych teorii czasoprzestrzeni (determinowana przez nieznaną siłę wyższą, którą zwać można różnorako: "przeznaczenie", "los", "Bóg" etc...). I na przykładzie Charliego widać, że ta teoria jest bardziej akuratna od tej drugiej, która głości, że jeśli cofniemy się do przeszłości i zmienimy w niej coś, obojętnie co, to w momencie dokonania tej zmiany pierwotna linia czasu przestanie istnieć i w jej miejsce powstanie druga, która zawiera w swojej historii dokonaną zmianę. Ta teoria jest wykorzystana w filmie "Deja vu" i jest tam również bardzo obrazowo i przystępnie wytłumaczona. Oczywiście w tej teorii nie ma miejsca na przeznaczenie i kurs korekcyjny. Gdyby takie były założenia serialu to jedna mała zmiana, którą dokonał Desmond, chcąc uratować Charliego od śmierci, uchroniłaby go od niej i pozostałby on bezpieczny. Dlatego zakładam, że teoria czasu z uwzględnieniem determinizmu całkowitego jest w przypadku LOST-a tą bardziej akuratną.


Galahad napisał:

seige napisał:
- Współczynnik liczbowy, którego Des uczy się na pamięć, by Daniel mu uwierzył prawdopodobnie nie zostałby przez Daniela nigdy odkryty, gdyby świadomość Desmonda nie przeniosła się w czasie. Gdyby nie został odkryty, Daniel nie miał by świadomości o tym, gdzie zaginął Oceanic 815 (wiemy już dlaczego Daniel płakał w 4x02) i pewnie nie trafił by do ekipy Naomi. Poza tym liczby te pojawiają się w epizodzie w jeszcze kilku momentach, np. podczas aukcji.


Ponownie trafne uwagi. Nawet nie wpadłem na to Smile Jednak zastanawia mnie fakt, że Daniel z tak epokowym odkryciem już z roku 1996 nie zmienił świata. Czyżby się bał ? A może Wszechświat wybrał inną drogę Razz

No właśnie... Powstaje pytanie, co się stało ze stanem wiedzy świadomości Desmonda z 1996 roku po wykonaniu telefonu do Penny? Czy Desmond pamiętał wydarzenia od momentu pierwszego przeniesienia świadomości, czy też te kilkadziesiąt godzin jego życia uległo swoistemu "wykasowaniu"? Odpowiedzi udzielalają nam poniekąd informacje z poprzednich sezonów: Desmond siedzi w bunkrze i nie wydaje się pamiętać, że jego odpowiednik z 2004 roku już tam kiedyś był. Jedyna oznaka pamięci objawia się u Desmonda, gdy spotyka on Jacka na stadionie i mówi do niego kilka kryptycznych zdań, z których można wywnioskować, że rzeczywiście zdaje on sobie sprawę z pewnych rzeczy. Coś w tyle jego głowy podpowiadało mu już wtedy, że on wie co wydarzy się w przyszłości, bo ma pamięć Desmonda z 2004 roku. I ta pamięć uruchomiła się w nim dopiero po wybuchu bunkra, kiedy zaczął mieć wizje przyszłości, związane z Charlim. Z tą różnicą, że nie są to wizje przyszłości, które pojawiają się w jego umyśle z nikąd. Po The Constant wiemy, że były to wspomnienia, które w jego umyśle pozostawił Desmond z 2004 roku. Możnaby się było zagłębiać w to dalej, gdyby nie to, że znowu dojdziemy do paradoksu czasoprzestrzeni: gdzie był początek tej podróży, w którym czasie jest ten pierwotny Desmond? Jedno cofnięcie się w czasie powoduje powstawanie miliona zmian. Pytanie brzmieć będzie do samego końca jednak: czy te zmiany są już gdzieś 'zapisane' (czyli czy los rozbitków był przypieczętowany od samego początku do samego końca?), czy też te zmiany są faktycznymi zmianami, które powodują, że rzeka czasu zmienia koryto, powodując równoczesne usunięcie tego pierwotnego? Z tego co widzę do tej pory wydaje mi się, że mamy do czynienia z miksem tych dwóch teorii... Ale, jaki będzie tego efekt w końcowym rozrachunku? Nie mam zielonego pojęcia.


Galahad napisał:

seige napisał:
- Jack i Juju mnie wkurzają jak nic! I tym razem nie dlatego, że nie przepadam za ich romantycznym zestawieniem.


Hola, hola od Jacket to mi z daleka Very Happy stoję za ta parą murem Very Happy Kate trzeba utrzeć noska, zresztą widać jak Jack wygląda w przyszłości. Sponiewierany z miłości Razz No i Juju to dobra laska jest ot co.

Zgadzam się co do jednego: Kate trzeba faktycznie utrzeć noska xD Ale co do julietowej dobroci... lepiej nie zakładać takich wniosków zbyt wcześnie. Jej od samego początku zależy tylko na tym, żeby wydostać się z wyspy. Wątpię, żeby ktokolwiek/cokolwiek mogłoby stać się ważniejsze od tego priorytetu.[/i]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Galahad




Dołączył: 14 Kwi 2007
Posty: 110
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pon 18:52, 03 Mar 2008    Temat postu:


seige napisał:
Jak ma się do tego Minkowski i jego
Czyli według Ciebie Minkowski z kumplem zbliżyli się do wyspy nie po takiej trajektorii co trzeba i automatycznie uderzyli w ścianę elektromagnetyzmu? Jeśli tak - to zgadzam się w zupełności.


Dokładnie tak myślę.


seige napisał:
Pytanie brzmieć będzie do samego końca jednak: czy te zmiany są już gdzieś 'zapisane' (czyli czy los rozbitków był przypieczętowany od samego początku do samego końca?), czy też te zmiany są faktycznymi zmianami, które powodują, że rzeka czasu zmienia koryto, powodując równoczesne usunięcie tego pierwotnego? Z tego co widzę do tej pory wydaje mi się, że mamy do czynienia z miksem tych dwóch teorii... Ale, jaki będzie tego efekt w końcowym rozrachunku? Nie mam zielonego pojęcia.


Flashe Des, które uratowały Charliego od strzały, ale przewidziały też, że zginie on w pomieszczeniu z migającą lampką. Węzełek ze śmiercią jest. Ktoś/coś jedynie sprawiło, że został przesunięty trochę w przód.
Co do wszystkiego zapisanego ponownie się nie zgadzam. To jest zbyt wygodnickie. Zwanie od poważnych wyborów i pozwala usprawiedliwić wszystkie niepowodzenia tekstem "tak było mi pisane, nic nie mogłem zrobić". Jednak i tak mi Charkiego bardzo szkoda. Taka fajna postać.


seige napisał:
(...) co do julietowej dobroci... lepiej nie zakładać takich wniosków zbyt wcześnie. Jej od samego początku zależy tylko na tym, żeby wydostać się z wyspy. Wątpię, żeby ktokolwiek/cokolwiek mogłoby stać się ważniejsze od tego priorytetu.


No nie kwestionuję tego. Już 3 lata siedzi na wyspie. Wcześniej była karmiona kłamstwami Bena, a od czasu pojawienia się rozbitków ma sporo "rozrywek" i tak samo jak większość z nich myśli głównie o powrocie do domu.

-------

Na koniec, kilka zdań o Desmond'zie. Jak znakomicie udaje szalonego. Te błyski w oczach, wyraz twarzy, łamiący się głos... niesamowite. Zresztą w tym odcinku Daniel i Desmond to są prawdziwe gwiazdy Wink reszta to statyści.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Galahad dnia Pon 18:55, 03 Mar 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
seige
Moderator



Dołączył: 26 Paź 2006
Posty: 1245
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wuthering Heights

PostWysłany: Czw 11:12, 06 Mar 2008    Temat postu:

Spreadin the dumb xD



Jajcarski recap odcinka w wykonaniu prettybutt można znaleźć tutaj:

[link widoczny dla zalogowanych]

Czekam na nie co tydzień prawie tak samo gorąco, jak na epek. Czytajcie, bo wymiata!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez seige dnia Czw 11:13, 06 Mar 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Seadog




Dołączył: 08 Gru 2005
Posty: 46
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: i dokąd ? To jeszcze ciekawsze

PostWysłany: Nie 21:44, 04 Maj 2008    Temat postu:

Z odcinka wynika, że czas na wyspie płynie zdecydowanie szybciej, niż poza nią. Pamiętacie lot rakiety ze statku ? To, co powinno jej zająć kilkanaście sekund, na wyspie trwało ponad pół godziny. To tłumaczy, dlaczego helikopter wyleciał z wyspy wieczorem, a dotarł przed południem. Tłumaczy także, dlaczego niektórzy towarzysze Bena w ogóle nie zestarzeli sie od jego dzieciństwa (przyjrzyjcie się flashback-om Bena z poprzedniego sezonu) - po prostu przebywali poza wyspą i potem na nią wrócili.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum o serialu LOST: Zagubieni Strona Główna -> Sezon 4 Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
deoxGreen v1.2 // Theme created by Sopel stylerbb.net & programosy.pl

Regulamin